Translate

Czytelnicy

niedziela, 21 lutego 2016

24. Tydzień w ciężarówce

Jak część z Was wie z facebooka i ostatniego postu pierwszy tydzień swoich ferii spędziłam w pojeździe przedstawionym na zdjęciu poniżej. Jesteście ciekawi? Zapraszam dalej!

Tydzień w ciężarówce tak naprawdę nie był tygodniem lecz tylko kilkoma dniami, ponieważ nie było zbyt wiele pracy i wróciliśmy do domu już z czwartku na piątek w nocy. Ale zacznijmy od początku.

Z domu wyruszyliśmy samochodem osobowy w niedzielę o godzinie 2 z minutami do Niemiec. Do pokonania mieliśmy ponad 700 km, co daje mniej więcej 7 godzin jazdy. Na miejsce dotarliśmy około godziny 10 godzin - na 11 mieliśmy być gotowi do pracy.


Nasz wspólny wyjazd była dla Tomasza rozpoczęciem w tym roku jazdy ze szkłem. Na miejscu zmieniliśmy plandekę na naczepę zwaną lauder czy inloader. Niestety nie mam zdjęcia zestawu który się wtedy poruszaliśmy, ale naczepa do szkła wygląda mniej więcej tak:



Szkło do takich naczep ustawiane jest na specjalnych stojakach:



Gotowi do pracy niestety nie otrzymaliśmy w poniedziałek zlecenia, więc ten dzień spędziliśmy na odpoczywaniu po nocnej jeździe.


Pierwszy załadunek mieliśmy na hucie szkła we wtorek o godzinie 7 rano do miejscowości odległej o około 500-600 km (nie pamiętam dokładnie). W drogę wyruszyliśmy przed godziną 8. Należę do osób które uwielbiają spać w samochodzie i niestety tak było i tym razem ;p. Kilka razy pod drodze przymknęło mi się oko, ale starałam się wspierać mojego faceta podczas pracy :D.
Kilka widoków które mijaliśmy:


Na miejsce dotarliśmy około godziny 17, rozładunek mieliśmy następnego dnia rano więc i tym razem mieliśmy czas na odpoczęcie i wyspanie się. Rano podjechaliśmy pod rozładunek i mieliśmy chwilę czas na śniadanie i selfiaka.


A nawet selfiaka w lusterku krawężnikowy :D

Po rozładunku wracaliśmy na pusto na bazę z której dnia poprzedniego wyjechaliśmy.

Chciałam ładnie uchwycić zamek na wzgórzu, ale jechaliśmy małą mieścinką z krętymi drogami i udało się wyciągnąć z niego tylko tyle:


Po drodze dostaliśmy informację że narazie nie ma dla Nas zlecenia i mamy czekać do czwartku. Dojechaliśmy więc na miejsce i dalej oddaliśmy się leniuchowaniu. W czwartek wstaliśmy około godziny 9, zjedliśmy śniadanie:

I czekaliśmy dalej. Z racji że w czwartek w Polsce wypadał Tłusty Czwartek udaliśmy się po pobliskiego marketu w poszukiwaniu pączków. Zeszliśmy kilka razy cały sklep wszerz i wzdłuż i nie było ani pół pączka! Nawet okruszka! Nie, nie wykupili po prostu nie było tam nic z pieczywa poza chlebem! Ani zwykłych bułek, ani drożdżowych ani nic podobnego. Z braku laku zamiast pączków zafundowaliśmy sobie zestaw słodyczy Niemiecki Tłusty Czwartek:



Zaraz po powrocie ze sklepu dostaliśmy informację żeby wracać do domu bo na najbliższe dni nie będzie żadnych kursów i niestety zakończyła się moja przygoda w ciężarówce. To nie był mój pierwszy raz kiedy pojechałam w drogę z Tomaszem, ale miałam nadzieję że tym razem będzie to troszkę dłużej.
Większość wolnego czasu spędzonego w ciężarówce spędzaliśmy oglądając Przyjaciół. Mój Tomasz jest ich fanem a ja nigdy nie oglądałam więc chciał mnie nimi zarazić... i mu się udało! :)


I takim sposobem w piątek około godziny 2 w nocy dotarliśmy do domu i zakończyły się moje ferie :)
Chociaż nie do końca można ten wyjazd nazwać feriami, ponieważ z racji iż studiuję Logistykę tematem mojej pracy jest właśnie praca kierowcy, więc połączyłam przyjemne i pożytecznym, tylko do tej pory nie przelałam tego jeszcze do Worda - szukam natchnienia :D

Co myślicie o takim kilkudniowym wypadzie w trasę ciężarówką? Któraś z Was miała taką okazję, chciałaby spróbować, albo kategorycznie nigdy by tego nie zrobiła?

Dziękuję bardzo za poświęcenie czasu na przeczytanie postu i zapraszam na kolejne! Zachęcam do lajkowania mojej strony na facebooku (link poniżej) :)




Izabela

22 komentarze:

  1. Słodycze niemieckie wyglądają smakowicie ! :D piękne foty krajobrazu <3 a co do przyjaciół to też jestem ich wielka fanką :D:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja miałam kiedyś taką okazję :) I bardzo fajnie było :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna wyprawa :D

    Buziaczki! ♥
    Zapraszamy do nas :)
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. O jacie ale ci fajnie też bym tak pojeździła, lubię podróżować :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajna eskapada;) Co prawda nigdy nie miałam okazji na taki wyjazd ciężarówka, ale autem i spanie po drodze to jak najbardziej;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Zazdroszczę możliwości takiej wyprawy, marzenie ! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam kiedys przyjemność podróżować Tirem, co prawda nie na daleką trasę, ale wrażenie i tak rewelacyjne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Super post :) Zazdroszczę takiej wyprawy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę Ci takiej wyprawy, super sprawa :))
    Dodatkowo, narobiłas mi smaka na te słodkosci :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Jejku świetna przygoda!
    dusiiiak.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajny wypad :) czekałam na ten post :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo ciekawy post:) Mojej kuzynki córka jechała z tatą na ferie na tydzień czasu w trasę ciężarówką.Jak już wróciła nie mogła się na chwalić jakie miała przygody i frajdę:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja jeszcze nie doświadczyłam takiej przygody, ale myśle, ze mogłoby być to fajnym przeżyciem! Zawsze to cos innego. :) Ale mi narobiłaś smaka na te słodkości. :D
    http://queen-of-moon.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. narzeczony mojej siostry jest kierowcą - zna te klimaty co Ty :P
    ależ tam jadłaś pyszności! :*

    OdpowiedzUsuń
  15. O łał, zawsze chciałam posiedzieć chociaż w tirze. Super foty z "kokpitu";)

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetna podróż :D

    Pozdrawiam.
    http://angelikabien.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja bym nie wytrzymała.
    ___________________
    www.justynapolska.com
    Fashion&Beauty Expert

    OdpowiedzUsuń
  19. Ech... zazdroszczę takiej przygody i słodyczy też ;D

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetna taka wycieczka :-) chętnie bym pojechała :-)

    OdpowiedzUsuń